ZM Leśniak . Wiesław Leśniak

Jakie niespodzianki przygotowaliście Państwo na tegoroczną Wielkanoc?

Apetyczne! Klienci będą mieli do wyboru całą gamę boczków pieczonych, gotowanych, wędzonych, mnóstwo rodzajów szynek oraz oczywiście kiełbasy - swojską, jałowcową czy myśliwską. Jak co roku zauważamy przed świętami wzmożone zakupy, i na święta wielkanocne sprzedajemy znacznie więcej wędlin. To właśnie na tym – z punktu widzenia rzeźnika, oczywiście - polega wyższość świąt Wielkanocnych nad świętami Bożego Narodzenia.

Jakie zauważa Pan najważniejsze trendy na rynku?

Wyraźnie zauważalne jest zainteresowanie wyrobami tradycyjnymi, produkowanymi na peklosoli, z dodatkiem naturalnych przypraw, bez fosforanów i innych polepszaczy, wędzonych w komorach opalanych drewnem bukowym czy olchowym. Są one oczywiście również i w naszej ofercie i bardzo zależy nam na tym, żeby właśnie z nimi kojarzono nasz zakład.

Gdzie sprzedajecie swoje wyroby?

W tej chwili jesteśmy obecni w całej Polsce. Nasze sklepy firmowe otwieramy głównie w większych miastach.

Jak radzicie sobie z konkurencją?

No cóż - była, jest i będzie. Kiedy na początku lat 90. uwolnił się rynek, producentów było bardzo dużo i w związku z tym był na nim spory tłok. Teraz pozostali tylko najlepsi. Zresztą, prawda jest taka, że każdy, nawet najmniejszy producent ma swoich wiernych i stałych klientów, i według mnie jest to jak najbardziej zdrowa sytuacja. Poza tym jestem zdania, że na rynku jest miejsce dla wszystkich, a spożycie mięsa i wędlin będzie stale rosło. Wynika to po prostu z naszej słowiańskiej natury.

Z jakimi największymi bolączkami boryka się Pan prowadząc zakład?

Największym zmartwieniem, z którym borykają się z pewnością również inni właściciele zakładów mięsnych, są wyjeżdżający za granicę fachowcy, i co gorsza - ci najlepiej wyszkoleni. Szczególnie dużym wzięciem cieszą się na Zachodzie osoby pracujące przy rozbiorze. Drugim problemem – i znów nie tylko moim – jest szara strefa. Konieczne wydaje się uświadamianie społeczeństwa, jak niebezpieczne może być spożywanie mięsa i jego przetworów produkowawanych bez nadzoru inspekcji weterynaryjnej.

Jakie macie główne cele?

Myślimy przede wszystkim o rozwoju i wzmocnieniu pozycji rynkowej w Polsce oraz o uzyskaniu znaczącej sprzedaży na rynkach Unii Europejskiej. Planujemy sprzedaż cieszących się sporym uznaniem konsumentów naszych sztandarowych wyrobów takich, jak szynka tradycyjna, kiełbasa sądecka, swojska czy krakowska. Nadrzędnym celem jest systematyczne podnoszenie jakości produkowanych wyrobów, ulepszanie ich walorów smakowych z gwarancją bezpieczeństwa dla zdrowia konsumentów.

Proszę o parę słów na temat Państwa współpracy z firmą Fleischmannschaft

 

Fleischmannschaft jest firmą prężną i wychodząca naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów - producentów wędlin. Jest zdecydowanym liderem na rynku, jeśli chodzi o solanki i przyprawy do wędlin. Posiada w ofercie naprawdę szeroką gamę asortymentową. Fleischmannschaft jest przy tym firmą bardzo twórczą. Każda wizyta ich technologa wiąże się z prezentacją kilku nowych produktów.


Jakie ma Pan hobby?

Myślę, że nie będę oryginalny, jeśli powiem, że piłka nożna. W tym miejscu musze się pochwalić, że w listopadzie zostałem prezesem zarządu klubu sportowego Sandecja, klubu piłkarskiego o 96.letniej. tradycji. Za cztery lata czeka nas piękny jubileusz. Wraz z Markiem Świerczewskim (byłym reprezentantem Polski, v-ce prezesem zarządu) staramy się, by o naszej sądeckiej piłce nożnej było w Polsce głośno.

Dziękuję za rozmowę.