ZM Nowak. Zbigniew Nowak i Tomasz Nowak

Co jest dla Pana najważniejsze w prowadzeniu zakładu mięsnego?

Najwyższa jakość! Śmiało można powiedzieć, że mamy fioła na punkcie jakości. Codziennie ok. 10.00 sprawdzamy wszystkie partie wyrobów i jesteśmy bezlitośni dla tych, które nie spełniają naszych wymagań. W zakładzie nie ma dylematu: „wycofać towar czy próbować go sprzedać”. Jest to może trochę kosztowne postępowanie, jednak klienci doceniają nasze starania i są w stanie płacić trochę więcej za nasze wędliny. Po prostu wiedzą, co kupują. My dajemy im pewność, a to jest ważniejsze od ceny.

W takim razie proszę o przepis na prowadzenie firmy.

Nie dam go panu, bo taki nie istnieje. Według mnie najważniejszy jest ciągły niedosyt i niezadowolenie z tego, co się zrobiło. To mobilizuje do bycia coraz lepszym. Jestem przekonany, że pierwszy dzień, w którym będę zadowolony, będzie moim ostatnim jako szefa zakładu. Mam nadzieję, że mój syn przejmie pałeczkę i będzie kontynuował rodzinne tradycje, kiedy ja odejdę na zasłużoną emeryturę.

Syn będzie Pana następcą?

Oczywiście. Chciałbym żeby zajął się ekonomią, bo to właśnie w niej leży przyszłość branży przetwórstwa mięsnego. Dla siebie zostawiłbym jedynie działkę związaną z organizacją, a żona jak dotychczas zajmowałaby się jakością i technologią.

Ekonomia jest aż tak ważna?

Ogromnie. I jeszcze raz z pełnym przekonaniem chciałbym to podkreślić. Ekonomia jest przyszłością, i dlatego radzę wszystkim właścicielom zakładów wysyłać synów na studia ekonomiczne. Branża mięsna potrzebuje ekonomistów. Nawet o dobrego technologa jest w dzisiejszych czasach znacznie łatwiej. Wydaje mi się, że przygotowanie ekonomiczne młodych ludzi jest obecnie największą szansą na przetrwanie na tym coraz bardziej wymagającym rynku. Dla mnie najważniejsze jest wiedzieć, kiedy ciąć koszty, zaś podstawowym elementem jest zysk na jednego zatrudnionego.

Dużo Pan pracuje?

No cóż, chyba jestem pracoholikiem... W zakładzie jestem najpóźniej o 8.00 czasami spędzam w pracy nawet 15 godzin. Na pewno nigdy nie zdarzyło mi się wyjść do domu o 15.00. Świadomy jestem jednak tego, że ten kierat sam sobie narzuciłem. I powiem więcej – dobrze mi z tym. Tym bardziej, że wszystko co osiągnąłem zawdzięczam własnej, ciężkiej pracy.

Jakie są zauważalne obecnie trendy na rynku?

W Polsce, podobnie jak na zachodzie wyraźnie rośnie spożycie mięsa. Nie inaczej jest w naszym zakładzie, w ubiegłym roku sprzedaż wędlin wzrosła bowiem zaledwie o 6%. W związku z tym, że jest to trend coraz wyraźniejszy, na pewno będziemy się starali pójść w tym kierunku. Innym, równie obiecującym sektorem jest żywność gotowa. Tu też mamy pewne plany.

Niektóre zakłady stawiają na specjalizację...

I ja również uważam, że to jest dobry kierunek rozwoju. Wynika to po prostu ze świadomości, że nie ma możliwości, aby wszystko robić dobrze. Zresztą, fakty mówią same ze siebie - 17 naszych asortymentów stanowi 70% sprzedaży. Nie jest w tym nic niezwykłego. Dlatego też według mnie, skupienie się na specjalizacji jest o wiele ważniejsze niż eksperymenty i próby walki na polu, na którym nie byłbym pewien swojego zwycięstwa.

Jakie są składowe Waszego sukcesu?

To przede wszystkim ciężka praca i, jak już wcześniej zauważyłem – ciągły niedosyt i niezadowolenie z dotychczasowych osiągnięć. Nie bez znaczenia jest także najwyższa jakość surowca, z którego powstają nasze wędliny oraz aromat i zapach przypraw dodawanych do każdego z naszych produktów.

Kto jest Waszym dostawcą?

Oczywiście Fleischmannschaft.


Dziękuję za rozmowę.